Październik 29, 2013

Thor – fenomen popularności komiksowej adaptacji a kontekst społeczny

ThorMało jest na świecie osób, którym trzeba by przedstawiać potężnego, a także niezwykle przystojnego Thora. Choć jednym znany jedynie z celtyckich podań, innym z marvelowskich komiksów – w pamięci milionów zapisał się dzięki filmowej ekranizacji z 2011 i zrealizowanej dwa lata później kontynuacji pod tytułem „Thor. Mroczny Świat”. To kolejna już adaptacja komiksu, która odniosła sukces kasowy na całym świecie.

Po wielokrotnie realizowanych Batmanach, Spidermanach i Supermanach przyszedł czas triumfu uniwersum Marvela, które poszczycić się może niezwykle kolorowym, skomplikowanym i niebanalnym światem przedstawionym. Warto wspomnieć, że niemal wszystkie filmy oparte na kanwie tych komiksów wzajemnie się przenikają, a postaci z „Thora”, „Hulka” czy „Kapitana Ameryki” spotykają się ostatecznie w siejącej postrach drużynie Avengersów, która do kin przyciągnęła miliony widzów z różnych zakątków świata.

Uniwersalizm abstrakcji. Bohater zrozumiany

Wydaje się, że za sukcesem filmu „„ stoi właśnie jego bezkompromisowość. W filmowej wersji twórcy nie postawili na realizm, artystyczne zabiegi fabularne czy złożonych, nieodgadnionych bohaterów. Opowieść o synu Odyna, zstępującym w efekcie intrygi brata na ziemię, kinomaniacy pokochali za gadżeciarstwo, lekkość i pełne zaufanie do formy, która sprawdziła się już w komiksach. Widownia Stanów Zjednoczonych, wychowana na komiksach, superbohaterach, kulcie heroizmu szybko „łyknęła” konwencję i kina szturmowała z każdą zaplanowaną „komiksową” premierą? W Polsce dopiero od kilkunastu lat obserwujemy społeczną pochwałę stylu życia zwanego „geekowskim” czy wręcz „nerdowskim”, w który to „Thor” wpisuje się doskonale. Co więcej, rodzima publiczność Thora pokochała szczególnie, bo jest im nieco bliższy niż bardziej abstrakcyjni superbohaterowie. Legendy o walecznych Wikingach swe źródło mają przecież bliżej naszego kontynentu  niż obu Ameryk, a pochwała więzi rodzinnych, męstwa i honorowego kodeksu wojownika koresponduje również ze słowiańskimi podaniami. Sukces ekranizacji Thora tkwi również w jej uniwersalności. Rozrywkę podczas seansu znajdzie zarówno zapalony fan komiksów, przeciętny nastolatek ceniący dynamiczny rozwój akcji, płeć żeńska doceniająca urodziwych aktorów oraz wszyscy ci, wychowani na fabułach okrzykniętych we współczesnym kinie „schematycznymi” Owy schemat – czyli triumf dobra nad złem, symetryczna krzywa wydarzeń, tło romansowe czy budowanie napięcia przez wrzucenie bohatera w obce mu okoliczności sprawia, że szybko oswajamy świat przedstawiony. Wbrew pozorom tak nierealna konwencja jest nam szczególnie bliska, bo gdyby zdjąć z Thora czerwoną pelerynę, odebrać mu magiczny topór i zniwelować boskie więzy nadal byłby wzorem dobrze rozumianego protagonisty – mężnego, walczącego z przeciwieństwami, miotanego uczuciami zrozumiałymi dla każdego, gościem, któremu mimowolnie kibicujemy w każdej minucie dzieła.