Styczeń 3, 2012

Jak i na czym Facebook (nie) zarabia?

Facebook ads

Portale społecznościowe w większości są darmowe. Oczywiście niektóre społeczności są na tyle elitarne, że aby wkroczyć do zaszczytnego grona specjalistów, trzeba niekiedy uiścić odpowiednią opłatę. Gdy jednak mowa o portalach społecznościowych skierowanych do masowego odbiorcy, nie wymaga się opłaty. A przynajmniej nie tej finansowej.

Nie ma się co jednak oszukiwać – na świcie nigdy nie było i nie ma nic za darmo. Facebook choć nie sięga do naszego portfela do jednak zabiera to, co jest najcenniejsze w dzisiejszych czasach – informacje. I choć są to najczęściej podstawowe dane osobowe to posiadanie tak potężnej bazy danych jest warte więcej niż skarbiec króla Salomona.

Ta cenna wiedza nie jest na szczęście udostępniana, lecz jedynie wykorzystywana w targetowaniu reklam na Facebooku. Firma określa do jakich osób konkretnie chce skierować reklamę, nie mając przy tym wglądu w dane poszczególnych osób (chyba, że ktoś je dobrowolnie udostępnił). Osobiście nie mam nic przeciwko oglądaniu reklam dopasowanych do mnie. Przyznaję nawet, że niejednokrotnie skorzystałam z proponowanych pozycji.

„Darmowy Facebook” musi na czymś zarabiać, zwłaszcza, że obsługa machiny Zuckerberg’a kosztuje rocznie ponad miliard dolarów. A skoro nie chcą pieniędzy od użytkowników to chcą ich od firm. A ponieważ Facebook nadal przyciąga nowych użytkowników to coraz więcej przedsiębiorstw chce mieć w serwisie reklamę, i to nie jakąś byle jaką. Kwestią czasu było więc udoskonalenie sposobu promocji na Facebooku. Mark Zuckerberg już zapowiedział zmiany. Do tej pory linki sponsorowane pojawiały się z boku, tak jakby na marginesie strony. Po wprowadzeniu planowanych korekt, będą się one pojawiać wśród aktualności, czyli wpisów znajomych. Nie powinno to być jednak specjalnie uciążliwe, zwłaszcza, ze użytkownik będzie mógł zobaczyć tylko jedną sponsored story dziennie, która i tak będzie dodatkowo wyróżniona.

Mimo to jestem pewna, że w sieci pojawi się gromada „oburzonych” wprowadzanymi zmianami, na Facebooka posypią się gromy, a temat bezpieczeństwa danych znów wróci do łask. I kolejni głupcy znów będą wierzyć, że polubienie przez nich konkretnej partii politycznej zostanie wykorzystane przez podziemne służby w celu likwidacji osobników niebezpiecznych. Ale co tam. Niech gadają. A my róbmy w sieci swoje, tyle że z głową.